sie 16
Z wizytą u wróżki
Nie dacie wiary, ale Anka poszła poprzedniego dnia do wieszczki o imieniu Wrózka Lea Szach. Gabinet, pokój, sala- nie wiem jak to nazwać, czarodziejki mieści się na Alejach Jerozolimskich w stolicy.
Pojechała tam, wstąpiła do środka i co wróżka jej zaproponowała za sowitą opłatę? Oczywista słynny i niezmienny od lat tarot. Co dziwne, na ścianach wróżki znajdowały się zdjęcia przedstawiające meble. Nigdy nie widziałam czegoś podobnego.
Ale ale, opisuję dalej. Weszła kobieta do środka, wróżka zaczęła kłaść tarota i raptem wzmogła się burza na ulicy. Ja to bym chyba tam umarła ze strachu. Nie ma to jak klimacik. Takiego jej psikusa spłatał los. W trakcie jak wróżka odsłaniała ostatnią kartę akurat walnął niedaleko piorun.
Nie zdradzę wam, jaki był wynik tarota, co jej zapowiedziała wróżka, ale wiedzcie, że jak tylko otworzyła drzwi wyjściowe z lokalu wróżki deszcz przestał padać a pięć minut później świeciło Słońce. Ja nie mam odwagi iść do wróżki, a po tym co mi opowiedziała na pewno nie pójdę.